Zaczyna się całkiem niewinnie, jeden mały zestaw, bo dziecko lubi budować. Potem drugi na urodziny. Trzeci wpada przy okazji świąt. Po jakimś czasie okazuje się, że do remizy koniecznie potrzebny jest radiowóz, do radiowozu komisariat, a skoro mamy już pół miasta, to przecież bez pociągu całość nie ma większego sensu. I nagle LEGO® jest wszędzie. W pudełkach, pod łóżkiem, na biurku i oczywiście w tym jednym miejscu na podłodze, na które rodzic na pewno nadepnie bosą stopą.
Wtedy pojawia się pytanie: ile właściwie kosztuje dziecko, które naprawdę wkręciło się w LEGO®?
Może kosztować sporo, ale wcale nie musi. Dużo zależy od tego, czy LEGO® traktujemy przede wszystkim jako kolekcję kolejnych zestawów, czy jako wielkie pudełko możliwości, z którego ciągle można budować coś nowego.
Ile można wydać na LEGO®?
Odpowiedź brzmi: właściwie dowolnie dużo. W oficjalnym sklepie LEGO® znajdziemy zarówno niewielkie zestawy za kilkadziesiąt złotych, jak i modele kosztujące kilkaset złotych. Producent dzieli ofertę m.in. na przedziały poniżej 50 zł, 50-100 zł, 100-200 zł, 200-500 zł oraz powyżej 500 zł.
I właśnie te małe zakupy bywają najbardziej zdradliwe. Bo przecież „to tylko 60 zł”. Później kolejne 80 zł, następne 120 zł, większy zestaw na urodziny i coś specjalnego pod choinkę. Nawet jeśli kupimy tylko cztery większe zestawy w roku po około 200 zł, robi się z tego 800 zł. Dorzućmy do tego kilka mniejszych i przekroczenie 1000 zł rocznie nie jest szczególnie trudne.
Oczywiście nie ma czegoś takiego jak oficjalny „roczny koszt fana LEGO®”. Jedno dziecko będzie przez pół roku budowało z jednego pudełka, inne będzie co tydzień wypatrywało nowości. Dlatego zamiast zastanawiać się wyłącznie, gdzie znaleźć najtańsze zestawy, warto zrobić coś znacznie skuteczniejszego: wycisnąć maksimum zabawy z klocków, które już są w domu.
Nie każdy nowy pomysł potrzebuje nowego zestawu
To chyba najważniejsza zasada. Dziecko chce statek kosmiczny? Super. Ale zanim zaczniecie szukać statku w sklepie, wysypcie na podłogę to, co już macie. Może kabina powstanie ze starego samochodu, skrzydła z samolotu, a silniki z tych dziwnych części, których przeznaczenia nikt w domu już nie pamięta.
I właśnie tutaj LEGO® pokazuje swoją największą zaletę. Gotowy zestaw daje jeden konkretny pomysł. Luźne klocki dają ich właściwie nieskończenie wiele.
Warto więc od początku przyzwyczajać dziecko, że zbudowany model nie musi stać na półce na zawsze. Można nacieszyć się nim przez kilka dni czy tygodni, a później rozebrać go i wykorzystać elementy ponownie. Samochód staje się robotem, robot statkiem, a statek po miesiącu zostaje rozebrany, bo właśnie pojawił się pomysł na gigantycznego smoka. To nie niszczenie zestawów, tylko właśnie zabawa LEGO®.
Ustalcie budżet na klocki
Jeśli dziecko naprawdę mocno wkręciło się w LEGO®, warto ustalić kilka prostych zasad. Nie chodzi o informowanie kilkulatka o kosztach, wystarczy umówić się, że większe zestawy pojawiają się na przykład na urodziny i święta, a mniejsze można kupić od czasu do czasu albo odłożyć na nie część kieszonkowego.
Taki system ma dodatkowy plus. Dziecko zaczyna wybierać. Jeśli wie, że nie dostanie wszystkiego, co pojawi się na liście życzeń, musi zastanowić się, który zestaw naprawdę chce mieć. I tutaj dzieją się ciekawe rzeczy, bo model, który w marcu był absolutnie niezbędny do dalszego życia, w maju często okazuje się już kompletnie nieważny.
Dowiedz się więcej: warsztaty LEGO Warszawa
Można nawet stworzyć listę wymarzonych zestawów i wracać do niej przed urodzinami czy świętami. To prosty sposób na ograniczenie impulsywnych zakupów bez odbierania dziecku przyjemności z planowania kolejnych konstrukcji.
Jeden zestaw, kilka konstrukcji? Jeszcze lepiej
Jeżeli kupujecie nowe zestawy, warto szukać takich, które można przebudowywać. Dobrym przykładem jest LEGO® Creator 3in1, gdzie z tych samych elementów można stworzyć różne modele.
Dla dziecka oznacza to po prostu więcej budowania. Najpierw powstaje pierwszy model, później trzeba go rozłożyć i stworzyć drugi, a następnie trzeci. A kiedy wszystkie oficjalne wersje już się znudzą, zostaje przecież opcja numer cztery: „teraz buduję coś swojego”.
To właśnie takie zestawy dobrze pokazują, że największa wartość LEGO® nie siedzi w gotowym modelu, tylko w samych klockach.
Czasem lepiej kupić klocki niż kolejny zestaw
W pewnym momencie można zauważyć, że dziecko coraz rzadziej zagląda do instrukcji, a coraz częściej buduje własne konstrukcje. To dobry znak i jednocześnie moment, w którym niekoniecznie trzeba kupować kolejne tematyczne pudełka.
Czasem znacznie lepszym zakupem będą zwykłe elementy do kreatywnego budowania. Trochę podstawowych klocków, płytek, kół, okien, zawiasów czy innych części może nagle dać drugie życie całej kolekcji. Bo często problem nie polega na tym, że dziecko ma za mało LEGO®. Po prostu ciągle brakuje mu tych kilku elementów, które pozwoliłyby zrealizować kolejny szalony pomysł.
Jeśli potrzebne są konkretne części, można również skorzystać z oficjalnej usługi Pick a Brick i poszukać pojedynczych elementów zamiast kupować cały zestaw. I nagle pytanie „jaki zestaw kupujemy?” zmienia się w „czego potrzebujesz do swojej konstrukcji?”. Niby niewielka różnica, ale dziecko zaczyna myśleć bardziej jak projektant niż klient sklepu.
LEGO® z drugiej ręki? Czemu nie
Jeżeli dziecko chce przede wszystkim budować, naprawdę nie potrzebuje za każdym razem idealnego pudełka prosto ze sklepu. Klocki są trwałe, dlatego świetnie nadają się do kupowania z drugiej ręki.
Na portalach ogłoszeniowych, lokalnych grupach czy kiermaszach można znaleźć całe pudła używanych elementów. Czasem są pomieszane, czasem nie mają instrukcji, czasem nikt już nie wie, z jakich zestawów pochodziły. I jeśli mamy w domu małego kolekcjonera, może to być problem. Ale jeśli mamy małego konstruktora? Wtedy jest wręcz idealnie.
Bo dla dziecka budującego właśnie sześciopiętrową bazę dla smoków naprawdę nie ma większego znaczenia, czy szary klocek pochodził kiedyś z komisariatu, statku kosmicznego czy średniowiecznego zamku.
Promocja nie zawsze oznacza oszczędność
Wyprzedaże kuszą i czasami rzeczywiście warto z nich korzystać. LEGO® ma również własną sekcję promocji i wyprzedaży, więc jeśli konkretny zestaw od dawna znajduje się na liście życzeń, można poczekać na lepszą cenę.
Ale jest tu mała pułapka. Zestaw przeceniony ze 100 zł na 70 zł nie oznacza, że zaoszczędziliśmy 30 zł, jeśli wcześniej w ogóle nie zamierzaliśmy go kupować. Nadal wydaliśmy 70 zł.
Dlatego najlepiej mieć wcześniej przygotowaną listę zestawów, na których dziecku rzeczywiście zależy, i obserwować ceny właśnie tych modeli. Wtedy promocja faktycznie pomaga ograniczyć wydatki, zamiast stać się powodem kolejnego spontanicznego zakupu.
Najpierw zbudujmy to z tego, co mamy
To może być jedna z najlepszych rodzinnych zasad dotyczących LEGO®. Dziecko zobaczyło wielkiego robota i chce podobnego? Najpierw spróbujcie zbudować własnego. Marzy o zamku? Sprawdźcie, jak duży zamek uda się stworzyć z obecnej kolekcji. Potrzebuje garażu do samochodów? Zanim kupicie zestaw, zróbcie garaż samodzielnie.
Można też wymyślać własne wyzwania: zbuduj najwyższą wieżę z 50 klocków, pojazd poruszający się po wodzie i lądzie, dom przyszłości albo konstrukcję składającą się wyłącznie z trzech kolorów. Nie trzeba niczego dokupować, a czasem takie zadanie potrafi wciągnąć bardziej niż kolejny model składany krok po kroku według instrukcji.
Duży zestaw niech będzie dużym wydarzeniem
Jeśli zestaw kosztuje kilkaset złotych, nie musi być czymś kupowanym „przy okazji”. Można zostawić takie modele na urodziny, święta czy inną ważną okazję. Dzięki temu dziecko ma na co czekać, może odkładać własne pieniądze i przez jakiś czas zastanawiać się, który zestaw rzeczywiście jest jego numerem jeden.
To też dobry sposób na zachowanie pewnej wyjątkowości. Jeżeli nowe pudełko pojawia się co tydzień, szybko przestaje robić wrażenie. Jeśli duży zestaw jest długo wyczekiwanym prezentem, samo otwieranie pudełka i rozpoczęcie budowania staje się wydarzeniem.
A może zamiast kolejnego zestawu – warsztaty?
Pasję do LEGO® można rozwijać również bez dokładania następnego pudełka do szafy. Dobrym pomysłem są zajęcia i warsztaty z wykorzystaniem klocków, podczas których dziecko dostaje zadanie, poznaje inne sposoby budowania i widzi, jak z podobnych elementów można stworzyć zupełnie różne rzeczy.
To trochę inny rodzaj prezentu. Dziecko nie wraca do domu z kolejnym zestawem, ale z nowymi pomysłami. A później może otworzyć swoje stare pudło LEGO® i nagle odkryć, że klocki, którymi „nie było już co budować”, znowu są ciekawe. I właśnie o taki efekt chodzi. Pasja nie musi rozwijać się przez zwiększanie liczby posiadanych zestawów. Może rozwijać się przez zwiększanie liczby pomysłów.
Czy pasja do LEGO® musi być droga?
Niekoniecznie. Drogo zaczyna robić się przede wszystkim wtedy, gdy budowanie zamienia się w ciągłe kolekcjonowanie, a każdy nowy pomysł automatycznie oznacza zakup kolejnego pudełka. Jeśli natomiast dziecko rozbiera modele, miesza elementy, buduje własne konstrukcje i wraca do starszych klocków, jedna kolekcja może służyć naprawdę długo.
Największą oszczędnością nie zawsze będzie więc upolowanie zestawu o 20 zł taniej. Znacznie więcej można zyskać, pokazując dziecku, że nowa zabawa nie wymaga za każdym razem nowych klocków. Stary samochód może zostać robotem, domek może zmienić się w hotel dla kosmitów, a kilka pozornie niepasujących do siebie zestawów może stworzyć coś, czego nie znajdziemy w żadnym katalogu.
Jak ograniczyć wydatki, ale nie ograniczać pasji?
Nie chodzi o to, żeby powiedzieć dziecku: „koniec z LEGO®”. Jeśli naprawdę lubi budować, warto to zainteresowanie wspierać. Wystarczy trochę zmienić podejście. Większe zestawy mogą pojawiać się przy okazjach, część klocków można kupować używanych, konkretne elementy dokupować osobno, a stare konstrukcje regularnie rozbierać i wykorzystywać do nowych projektów. Zamiast kolejnego pudełka można też czasem wybrać warsztaty albo urządzić własne rodzinne wyzwanie konstrukcyjne.
Bo dziecko z pasją do LEGO® wcale nie potrzebuje największej kolekcji w klasie. Znacznie bardziej przyda mu się coś innego: głowa pełna pomysłów na to, co można zrobić z klocków, które już leżą w domu.
